Fot. Marek Bala / naszosie.pl

– Drugie miejsce Chrisa w generalce to na pewno nie jest porażka. Wygraliśmy trzy etapy, mieliśmy też koszulkę lidera. To jest sport. Myślę, że tutaj poza tym jednym błędem, tym jednym etapem, przez który  przegraliśmy ten wyścig, to pojechaliśmy bardzo dobrze – powiedział w rozmowie z naszosie.pl Michał Gołaś. Kolarz opowiedział też jak z jego perspektywy wyglądał XV etap, po którym Froome stracił do Quintany ponad trzy i pół minuty.

Z jakim nastawieniem przystąpiliście do rywalizacji w ostatnim tygodniu Vulety, gdy po XV etapie Froome tracił do Quintany ponad trzy i pół minuty?

Michał Gołaś, kolarz TEAM SKY: właśnie dlatego, że Chris ma takie pozytywne nastawienie i jest bardzo wojowniczy, szybko się podnieśliśmy i już następnego dnia pokazaliśmy, że chcemy walczyć. Chris też „czasówką” pokazał, jak mu zależy na zwycięstwie. W sobotę postawiliśmy wszystko na jedną kartę – atakowaliśmy od startu, ale Movistar naprawdę był silny i trudno było ich złamać.

Jak z twojej perspektywy wyglądał ten XV etap, gdy ponad 90 kolarzy nie zmieściło się w limicie czasu?

Wyścig bardzo szybko się rozegrał. Było kilka ataków. Stworzyła się sytuacja trochę patowa w tej drugiej grupie. Zostało tam prawie 100 kolarzy, ale tylko nas czterech pracowało. Po 20-30 kilometrach stwierdziliśmy, że już nie ma sensu gonić. Okazało się, że oprócz nas nikt nie miał zamiaru jechać. My dzień wcześniej pracowaliśmy w Pirenejach przez cały etap. Wiem, że wszystkie oczy skupiły się na SKY, ale nas było tam 100 ludzi. Przez dwa pierwsze tygodnie odczuliśmy trudy Vuelty. Tam nie było dnia bez przynajmniej 2500 metrów przewyższenia. Myślę, że to się tak nawarstwiło, że tego dnia organizmy wszystkich powiedziały dosyć.

W tej sprawie głos zabrał również Froome. Media cytowały jego wypowiedź dotyczącą tego, że kolarze, którzy nie zmieścili się w limicie powinni zostać wykluczeni. Jak, jako drużyna odebraliście jego słowa?

Widziałem ten nagłówek, ale jak się przeczyta całą wypowiedź, to Chris nie powiedział tylko o 93 kolarzach, którzy przekroczyli limit. Powiedział też, że są zasady, które trzeba respektować, że nie tylko SKY było w tej grupie. Ja wiem, że nam się najbardziej oberwało. Faktycznie, to jest jego zdanie, że powinniśmy się trzymać zasad. To nie był też pierwszy raz, kiedy jury podjęło taką decyzję. A media potrafią zrobić z jednego zdania nagłówek, który brzmi tak jak ten, o którym rozmawiamy. A jak się przeczyta całą wypowiedź, to na pewno miała ona trochę inny wydźwięk. Nie robiliśmy z tego dramatu.

W piątek, po czasówce Froome mocno zbliżył się do Quintany, pojawiła się szansa. Jaka była wasza taktyka na sobotę?

Pierwsza część etapu była bardzo trudna. Tam chcieliśmy jak najbardziej zmęczyć Movistar i tak naprawdę udawało nam się to przez 80-90 km. Były non stop ataki, cały czas mieliśmy kogoś w odjeździe. Staraliśmy się naciskać na nich, atakować na zjeździe, żeby oni cały czas czuli presję. Wiadomo, że pod presją popełnia się jakieś błędy. To była jedyna szansa. Później ten atak Orici był na tyle mocny, że doszło do dużej selekcji. Chris chyba liczył, że jeśli Quintana będzie miał kryzys, to zaatakuje na ostatnim podjeździe. Ale widać było, że w tym roku pod górę obaj byli na tym samym poziomie.

Miałeś wrażenie, że część drużyn było bardziej skupionych, by nie dać wygrać Froomowi?

To jest ten „przywilej”, że jak wygrywa Tour de France, to wszyscy chcą bić najlepszych i ja się z tym godzę.

Jak rozpatrujecie drugie miejsce, jakie Froome zajął w „generalce”?

Na pewno to nie jest porażka. Wygraliśmy trzy etapy, mieliśmy też koszulkę lidera, mamy II miejsce w „generalce”. To jest sport. Myślę, że tutaj poza tym jednym błędem, tym jednym etapem, przez który ten wyścig przegraliśmy, to pojechaliśmy bardzo dobrze. Chris pokazał, że był dobrze przygotowany i potrafił znieść cały ten ciężki sezon. Ja pierwszy raz jechałem z kimś kto jedzie klasyfikacje generalną i walczy o zwycięstwo. Każdego dnia jest wiele szczegółów do dogrania. Wszystko musi wyjść dobrze. Akurat tego jednego dnia wszystko się posypało i cały ten plan legł w gruzach. Z drugiej strony nie ma co płakać. Myślę, że powinniśmy być zadowoleni.

Brakowało Michała Kwiatowskiego?

Wiemy, jaki jest styl jazdy Michała i on, na takich etapach, jak ten, gdzie nam się ta generalka posypała, na pewno byłby z przodu.

Sezon zbliża się ku końcowi, jak odnalazłeś się w TEAM SKY?

Znalazłem swoje miejsce w tej ekipie. Wiadomo, że role są bardzo podzielone i każdy wie, co ma robić. Tutaj w pewien sposób trzeba znać swoje miejsce w szeregu. Ale ja mam satysfakcję z tego, co robię, głównie ze względu na to, że jestem doceniany. Jak wykonasz swoją pracę, to wiesz, że nie jest to pominięte. I to jest też ważne. Wiadomo, że trzeba poświecić własne ambicje na rzecz takich wyników, jakie ma Chris. Z drugiej strony, wiem, że on to docenia i że docenia to też kierownictwo.

Od przyszłego sezonu dołączy do was Łukasz Wiśniowski. Pomieścicie się?

Spokojnie, jest jeszcze miejsce. Mam nadzieję, że ta nasza polska kolonia w SKY będzie się rozwijała.

Dziękuję za rozmowę, powodzenia!