(c) naszosie.pl

Już dzisiaj do kraju powrócił zdobywca pierwszego medalu wywalczonego dla Polski podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro, Rafał Majka. W imieniu redakcji naszosie.pl, na Lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie powitał go Artur Machnik.

Zmęczony, ale zadowolony Majka odpowiedział na pytania zgromadzonych dziennikarzy, jeszcze raz opowiadając o przebiegu wyścigu, wrażeniach z wioski olimpijskiej oraz zdradzając, o czym będzie rozmyślał podczas picia porannej kawy na ganku.

Karkołomny zjazd.

Próbowałem i udało się. Jeżeli chodzi o ten zjazd to tak naprawdę przeżegnałem się, bo wiedziałem, że będzie szybko. Nie wiem, jak ja to zrobiłem, że przeskoczyłem [ominąłem] rowery Henao czy Nibaliego, nawet ja sam [tego momentu] nie pamiętam. W pewnym momencie wyszedłem z tego zakrętu i pomyślałem: ‘kurcze, udało się uniknąć kraksy i jestem z przodu’.

Zasłużony medal.

Tak naprawdę jestem z siebie zadowolony i należy mi się ten medal, bo jaki trud wkładam w kolarstwo i w trening to tak naprawdę… kocham ten sport i kiedyś marzyłem o medalu olimpijskim, a teraz go mam, więc jestem bardzo szczęśliwy.

Cieplutko było.

Pierwszy raz byłem na Olimpiadzie [Igrzyskach], ale lubię tego typu trasy. Cieplutko było, fajnie, gorąco, góra – dół. Nawet kostka była i powiem szczerze, że nawet w pewnym momencie ja na tej kostce byłem z przodu razem z Maćkiem Bodnarem. Tak sobie myślę, że może wystartuję w Roubaix nawet, – zażartował Majka.

Jestem zadowolony, trasa była naprawdę ciężka, ponad 4000 metrów przewyższenia i daliśmy z siebie wszystko. Nie tylko ja, ale cała reprezentacja Polski.

Wrażenia z Rio.

Ja nie narzekałem. Mieszkaliśmy w wiosce olimpijskiej i powiem szczerze, że nie na takich warunkach się człowiek wychował, więc nic nie mogło mnie zdziwić. To hartuje kolarza. Hiszpanie czy Włosi nie mieszkali w wiosce olimpijskiej, my mieszkaliśmy, byliśmy z mechanikami i masażystami. Całe osiem czy dziewięć dni było poświęcone przygotowaniom do jednego startu i wyszło tak, jak miało wyjść.

Ktoś mi zadał pytanie o to, czy jechałem po złoto. Sam marzyłem, jechałem po złoto, miałbym rower złoty, ale nie leżałem w tej kraksie i cieszę się z tego, że mam brązowy medal.

Wyścig bez radia.

Trener Klęk nauczył mnie tego, że kolarz musi myśleć. Czasami bez radia jest nawet lepiej. Może jeśli chodzi o kraksy, jest nie za ciekawie, ale jeśli chodzi o taktykę, nie tylko ja, ale cała reprezentacja –  Maciej i dwa Michały – zrobiliśmy dokładnie to, co było ustalone.

Dziękuję trenerowi. [Bez niego] nie byłoby mnie tu i nie stałbym tu, i teraz jestem z tego po prostu zadowolony, a kolarz musi walczyć na trasie.

Po angielsku.

Było ciężko, to były 242 kilometry, więc było co jechać. Rozmawiałem z dziennikarzami po angielsku, a nagle miałem kamerę TVP przed sobą i zacząłem dalej mówić po angielsku, ale nie dziwcie się mi, bo naprawdę byłem na takim limicie, że ledwo stałem na nogach przy dziennikarzach. Ale fajnie wyszło.

Gdy emocje już opadną.

Odpocznę troszkę i już czekają mnie kolejne starty. 16 sierpnia lecę na Tour de Limousin do Francji, więc za dużo nie odpocznę, ale postaram się zregenerować jak najszybciej. Wystarczy, że się wyśpię u siebie w moim nowym łóżeczku, wypiję kawkę na tarasie i pomyślę co zrobić, żeby być jeszcze lepszym.

  • Jacek

    Kurczę, Rafał to taki fajny, prostolinijny chłopak (wybaczcie, ze pozwalam sobie na takie określenie, ale mógłby być moim synem), bez ą i ę. Nie wstydzi się swojej wiary, mówi wprost o swoich uczuciach i odczuciach. Widać, jak kocha swoją żonę, choć nie afiszuje się tymi wszystkimi sprawami. Podziwiam, go. Rafał, trzymaj tak dalej!