Czas na pierwsze podsumowania tegorocznego Giro d`Italia ustami kolarzy i szefów ekip. Zacznijmy od tych, o których dziś, w dniu zakończenia wyścigu, jest najgłośniej. 

Alberto ContadorDziękuję Włochom za ich doping. Podczas tych trzech tygodni wydarzyło się wiele. Przyjechałem tu po zwycięstwo, byłem bardzo dobrze przygotowany, miałem kraksę i doznałem kontuzji ramienia. Na mitycznej górze Mortirolo szło mi dobrze, wczoraj miałem zły dzień. To było piękne Giro i wiele mnie nauczyło. Nie wiem jak długo zajmie mi regeneracja. Będę próbował, ale wiem, że potrzeba trochę czasu. To było dla mnie emocjonujące Giro, mówiłem, że to moje ostatnie, ale zobaczymy. Jak mówią Hiszpanie – nigdy nie mów nigdy. 

Iljo Keisse: To zdecydowanie moja najlepsza wygrana w karierze. Jest naprawdę szczęśliwy. Jestem kolarzem torowym i wiem, jak rozegrać końcówkę w szybkich zakrętach. Miałem także szczęście, że znalazłem się w ucieczce z Lukiem Durbridgem. Na ostatnim okrążeniu wiedziałem, że jadę po zwycięstwo. Potem pozostało mi tylko finiszować. 

Oleg TinkovMartwiłem się o Alberto do samego końca. Jeśli jego serce podczas etapu bije z prędkością 175 uderzeń na minutę, to mój puls wynosił 170. On zawsze po etapach mnie uspokajał, bo wygrał już kilka wielkich tourów, a ja jak dotąd nie. 

Alberto wygrał Giro, więc chyba mamy dość silną drużynę. Na Tour de France także będziemy mieli dobry zespół, chociażby Rafała Majkę. Mam nadzieję, że chłopaki nie wezmą na poważnie krytyki. Astana miała zawsze kilku zawodników w końcówce, a Alberto mimo że był sam, to i tak wygrał. To mówi samo za siebie. 

Foto: Getty Images